12 lipca 2011

Spójrz w swój sufit!

Idę dalej kontynuując swoją podróż, powoli uczę się nie patrzeć za siebie. Wchodzę coraz wyżej, skąd mogę podejrzeć z trochę lepszej perspektywy gdzie byłem i dokąd zmierzam...

Ostatnio zacząłem z ciekawością przyglądać się swojemu sufitowi. Potrafię leżeć godzinami na plecach, na swoim łóżku i patrzec prosto w jeden punkt... Z boku może wydawać się, że nic nie robię, po prostu leżę i z braku lepszego zajęcia lub lenistwa patrzę ku górze... Mało kto zauważyłby, że co pewien czas moje serce zaczyna bić szybciej, po chwili się uspokaja... Mało kto spostrzegłby też, że po poliku co pewien czas spływa mi łza, mało kto spostrzegłby też, że co pewien czas się uśmiecham...

Ostatnio na mojej drodze napotkałem pewne rozwidlenie ścieżek. Jedna z nich biegnąca prosto, "przewidywalnie" po równej lini, a druga tajemniczo wyglądająca, zakręcona, nie wiadomo czy idąca w górę, czy może też skierowana w dół... Stoję na tym rozwidleniu i czekam, zastanawiam się którą drogę wybrać...
Krążę świadomością pomiędzy tym rozwidleniem a moim pokojem... Patrzę dalej w sufit...

Nagle olśnienie!
Przenoszę się szybko na to rozwidlenie...
Już mam postawić pierwszy krok lecz...
Nie mogę...
Wracam z powrotem do mojego pokoju i dalej świdruję ten jeden punkt, w nadziei że może on powie mi co mam robić...

Mija właśnie czwarta nad ranem...

Chyba podjąłem właściwą decyzję.
Przenoszę się na rozwidlenie i stawiam bardzo powoli i ostrożnie pierwszy krok, czekając na Twoją reakcję...